Witajcie!
Mam nadzieję, że wybaczycie mi krótką nieobecność, jednak ostatnio raczej zbierałem zimowe inspiracje na kolejne obrazy i rozpocząłem kilka nowych obrazów, które jeszcze nie zostały ukończone.
Pamiętam, gdy na początku zimy lub późną jesienią żaliłem się, że mrozy coś nie chcą nadejść. Bardzo czekałem na zimniejsze dni, żeby móc w pełni cieszyć się rozgrzewającą zupą curry, która smakuje mi najlepiej właśnie w zimowej aurze.
Chyba była to już podświadoma inspiracja, bo bardzo często o niej myślałem wówczas.
Co prawda zupa curry ma raczej kolor pomarańczowy, to jednak żal i tęsknota spowodowały, że sięgnąłem po czerwone i ciemne barwy. Ciekawostką może być też fakt, że miała być to kompozycja horyzontalna. Gdy jednak popatrzyłem z różnych perspektyw, to uznałem, że wertykalnie najbardziej do mnie przemawia, chociaż tak naprawdę w każdym z „obrotów” coś można zobaczyć.

15 odpowiedzi na “Czerwony obraz”
Na samym dole (lub górze zależy jak obrócimy obraz) jakbym widziała posągi z wyspy Wielkanocnej. Czy obraz zainspirowała niedawna podróż? Mnie zainspirował!
Bardzo piękna interpretacja Pani Fanko. Co co inspiracji to chyba nie wywodziła się z żadnej podróży – ale to nigdy nie wiadomo, bo czasami inspiracje są podświadome :). Natomiast, może właśnie dzięki temu, teraz spróbuję odwiedzić Wyspy Wielkanocne.
Przemawia do mnie ten oraz Panie Cyprianie. Czuję jakbym widziała siedemnsatowieczne żaglowce zacumowe na przystani w Amsterdamie. Może któryś z nich właśnie przywiózł nową dostawę curry?
Możliwe Pani Królowo, natomiast jak mi Pani napisała o tych żaglowcach to nie wiem czemu ale zacząłem mieć skojarzenia z filmem Dracula z 1992 roku. Tam z tego co pamiętam to Vlad Palovnik tam chyba podróżował pociągiem, ale w powieści dopłynął do Londynu drogą wodną – stąd pewnie te skojarzenie z żaglowcami.
Panie Cyprianie,
Ten obraz ma w osobie tyle emocji! Z jakiegoś powodu kojarzy mi się z obrazem “Szał uniesień”, pewnie to jest spowodowane myślą o przyjemności jaką w ostatnich dniach dawała Panu zupa curry!
Pani Cesarzowo, czy to ten obraz z koniem? Chyba widuję go ostatnio na przystankach tramwajowych w reklamie spektaklu. Czy Pani również lubi pławić się ciepłym posiłkiem w trakcie mroźnej zimy?
Panie Cyprianie, czy Pańska miłość do zimy łączy się z zamiłowaniem do białego szaleństwa? Podpowiem, że dzisiaj jest chyba ostatni dzień w tym sezonie, by nacieszyć się jazdą po śniegu. Mam jednak nadzieję, że dla nikogo nie skończy się tak krwawo, jak na Pańskim mrocznym obrazie.
Pani Siasiu, niestety muszę przyznać, że nie pałam miłością do sportów zimowych. Zbyt wielu moich przyjaciół złożyło ofiarę ze zdrowia bogom zimowego szaleństwa i teraz sam się boję. Mam jednak nadzieję, że któregoś pięknego dnia wyzbędę się tego strachu (lub nie będzie i tak czego ofiarować bogom zimowego szaleństwa) i wybiorę się na narty.
Panie Cyprianie, świetnie rozumiem Pana obawy. W mojej rodzinie również były przypadki pochłaniania przez narciarstwo więzadeł krzyżowych. Także mnie również ten sport napawa nie lada obawą. Ale czy słyszał Pan może o saneczkarstwie?
Słyszałem Pani Siasiu, jednak nie jestem w stanie chyba już konkurować o wolne miejsca na górce z o wiele młodszymi rywalami i rywalkami. Nie dość, że jest ich więcej to o wiele szybciej potrafią pojawić się na pozycji zjazdowej.
Panie Cyprianie, myślę, że Pana młodsza konkurencja jest od Pana szybsza również w kładzeniu się spać. Późna pora to idealny moment żeby mieć wszystkie górki dla siebie.
Jak już jesteśmy przy kulinarnych inspiracjach to dla mnie to wygląda jak lasagne świeżo wyjęta z piekarnika
Lasagne również mnie bardzo cieszy Panie Garfieldzie, jednak w każdą porę roku tak samo 🙂
Zachód słońca nad postapokaliptycznym miastem!
To bardzo ciekawe Pani Anno bo ostatnio faktycznie też czytałem książki osadzone w post-apokaliptycznym świecie. Możliwe, że to też miało wpływ.