Witajcie po krótkiej przerwie!
Wiosna już do nas przyszła, co bardzo mnie cieszy. W napływie tej radości udało mi się wyrwać na chwilę myślami do jesiennego Podlasia.
Pamiętam, że wówczas wracałem z wycieczki po Puszczy Knyszyńskiej i spóźniłem się na autobus. Nie chciałem czekać bezczynnie na kolejny autobus, więc ruszyłem w drogę na piechotę.
Miałem pewne obawy, że zastanie mnie mrok, a słyszałem pewne doniesienia o wilkach pojawiających się na ulicach okolicznych wiosek.
Wilków nie spotkałem. Mój wzrok przykuł za to inny groźny lokalny drapieżnik buszujący w trawie pomiędzy wiejskimi chatami.
Okazał się tak przebiegły i chytry, że skrył się nawet w tym obrazku.

10 odpowiedzi na “Jesienny zachód w Dolinie Supraśli”
Bradzo ładny pejzaż. Czy kryje się tam Żmij, Strzyga lub inne mitologiczne stworzenie?
Dziękuję Pani Królowo. Nie jest to Żmij ani Strzyga, chociaż jest to stworzenie uznawane w wielu kulturach za święte.
Panie Cyprianie, to niebywałe, że podlaskie niebo ma wszystkie kolory tęczy poza niebieskim! Doprawdy, to kraina bardziej odwrotna, niż Australia.
Pani Siasiu, a czy ogólnie niebo zachodzące właśnie takie nie jest, że brakuje mu niebieskiego?
Drapieżnika można szukać z lupą… Potrafi Pan z taką łatwością przenieść widza w odmienną porę roku!
Dziękuję Pani Fanko. Cieszę się, że obraz przeniósł Panią w jesienną porę.
Nie mogę pozbyć się wrażenia, że niebo na tym obrazie tak naprawdę jest wodą, a domki to takie chatki rybackie. Czy na Podlasiu są chatki rybackie?
Panie Fanie, bardzo nieortodoksyjna interpretacja. Rybackich chatek nie spotkałem, natomiast niejednokrotnie widziałem nad rzeką (Supraślą lub Biebrzą) domy wędkarzy. Można też nad rzeką uświadczyć sauny.
Drapieżnik dobrze się schował i jest nieuchwytny. Szczęście natomiast sprzyjało Ci, gdyż nie wiadomo jak kończą się pomroczne spotkania.
Pomroczne spotkania Pani Anno, z tego co słyszałem kończą się często życiową lekcją.